Odwrotnie niż nam się wydaje

Odwrotnie niż nam się wydaje

Czy dla przeciwdziałania bezrobociu należy utrudnić firmom zwalnianie pracowników? To byłoby nie tylko działanie pozorne, ale wręcz potęgujące bezrobocie. Na postawione wyżej pytanie – jak pokazał jeden z sondaży opinii publicznej – większość z nas odpowiada twierdząco. Pokusa stosowania takich tylko pozornie logicznych rozwiązań jest silna. Prawda jednak jest taka, że każde utrudnienie w zwalnianiu pracowników nie tylko nie powstrzymywałoby bezrobocia, ale wręcz by je potęgowało.

Firmy zwalniają ludzi niechętnie. Wypowiadanie pracy jest na ogół stresujące dla właściciela (w małych firmach zna on każdego z imienia) czy odpowiedniego kierownika. Firmy zwalniają, gdy nie widzą już żadnego innego wyjścia (inne przypadki są rzadkie). Najczęściej, gdy zaczyna im brakować pieniędzy na opłacenie całej dotychczasowej załogi. W tej sytuacji, utrudnienie zwolnień prowadziłoby wprost do większego nieszczęścia. Firma, zmuszona wypłacać ciągle tyle samo wynagrodzeń, popada w jeszcze większe kłopoty, zadłuża się. Po jakimś czasie, aby wyjść z długów, musiałaby zwolnić już dwa razy więcej osób niż przedtem. A jeśli znowu schowa głowę w piasek i nie podejmie takiej decyzji, to za jakiś czas przestaje płacić pensje terminowo i bankrutuje. Wtedy już praktycznie nie ma ratunku dla miejsc pracy – na bruk trafiają niemal wszyscy, często nie odzyskując zaległych wynagrodzeń.

To jednak tylko jeden aspekt sprawy. Jest i drugi, równie ważny. Utrudnienia w zwalnianiu pracowników to podstawowa bariera przeszkadzająca w przyjmowaniu nowych osób. Oto wyobraźmy sobie firmę, która wyczuła, że rośnie popyt na jej produkty. Dotychczasowa załoga już nie jest w stanie obsłużyć kolejnych zamówień. Aż się prosi zwiększyć zatrudnienie. Ale firma nie jest pewna, czy ten zwiększony popyt utrzyma się przez miesiąc, trzy miesiące, pół roku, czy też przez kilka lat. Co będzie, jeśli przyjmiemy teraz nową grupę ludzi, a za trzy miesiące już nie dla wszystkich nowych starczy pracy? Przez utrudnienia nie będziemy mogli ich szybko zwolnić. Niektórzy zaskarżą nas do sądu pracy, będą wyciągać na wierzch firmowe brudy, zażądają odszkodowań za zwolnienie. Płace dla nich szybko zjedzą zysk, jaki wcześniej wypracowali, a potem będą pogrążać finanse firmy. Lepiej więc nie mieć kłopotu – nie zwiększać załogi, odrzucić nawet część zamówień, zrezygnować z dodatkowego zysku, niż potem narazić się na długotrwałe koszty związane z nadmiernym zatru

Ryzyko zawsze zbyt duże

Ryzyko zawsze zbyt duże

Często stawiane jest pytanie, jaki jest optymalny poziom własności państwa w gospodarce? Zdaniem zdecydowanej większości ekspertów, w Polsce potrzebne jest jak najdalej idące ograniczenie własności państwowej. Związane są z nią bowiem liczne ryzyka, które akurat w naszym kraju występują w szczególnym natężeniu.

Współczesne państwo realizuje bardzo wiele zadań. Obok dawniej uznawanych za podstawowe – zapewniania bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego – pojawiło się również zaangażowanie w gospodarkę czy gwarantowanie bezpieczeństwa socjalnego. Nowe zadania, jakie przyjęła na siebie organizacja państwowa w ubiegłym wieku i początkowe sukcesy w ich realizacji, mogły prowadzić do wniosku, iż państwo może i powinno obejmować swoim zainteresowaniem całokształt społecznej aktywności oraz prowadzić działalność gospodarczą.

Bankructwo socjalizmu
Jest wiele poglądów na kwestię, czy należy pozwolić państwu na bezpośrednie pojawianie się w gospodarce i jeżeli tak – to w jakim zakresie. Można napotkać twierdzenia, iż państwo w systemie ekonomicznym nie powinno prowadzić działalności gospodarczej w ogóle (zarówno bezpośrednio, jak i w charakterze właściciela środków produkcji), ale również głosy, iż działalność prowadzona przez państwo jest społecznie celowa.
Najnowsza historia, również na przykładzie Polski, jednoznacznie wykazała strukturalną słabość realnego socjalizmu, w którym państwo było głównym właścicielem środków produkcji i samo prowadziło działalność gospodarczą. Brak rynku, ochrony własności prywatnej, wolności gospodarczej, okazał się destrukcyjny dla społeczeństwa. Wysiłki podejmowane przez obywateli w znacznym stopniu były niweczone przez nieefektywność działania organizacji państwowej.
Jednocześnie jednak w państwach rozwiniętych nadal mamy sytuację, kiedy państwo prowadzi działalność gospodarczą jako jeden z wielu równouprawnionych podmiotów. Zawsze należy jednak wziąć pod uwagę liczne niebezpieczeństwa, jakie wiążą się z pośrednim i bezpośrednim wykonywaniem działalności gospodarczej przez państwo.

Dla siebie, dla rynku
Prowadzenie działalności gospodarczej przez organizację państwową przy pomocy stanowiących jej własność przedsiębiorstw można rozpatrywać w dwóch grupach. Pierwszą jest sfera aktywności istotnej z punktu widzenia państwa, w której przedsiębiorcy nie widzą efektywnej możliwości działania. Dotyczy to w szczególności działalności produkcyjnej na wyłączne lub główne potrzeby państwa. Jej utrzymywanie, przy niekiedy znacznych niewykorzystywanych mocach produkcyjnych, może być uzasadnione m.in. względami strategicznymi, co dotyczy np. produkcji uzbrojenia, surowców energetycznych itp. Z punktu widzenia rynku bez wątpienia ma ona charakter negatywny w zakresie alokacji czynników produkcji, nie niweczy jednak działania mechanizmów rynkowych.
Jednocześnie jednak państwo może próbować prowadzić działalność równolegle do funkcjonujących na rynku przedsiębiorców prywatnych. Tym samym dopuszcza się istotnej ingerencji w mechanizmy rynkowe. Swoiste „nadużycie” pozycji i mechanizmów rynkowych prowadzi do modyfikacji lub zniweczenia podstawowego celu działania rynku, a więc rozstrzygania, co, jak i dla kogo produkować. Każda taka decyzja powinna być zatem podejmowana ze świadomością, iż może wywołać najrozmaitsze, niekiedy trudne do przewidzenia negatywne konsekwencje społeczne.

Motel w pół drogi – fascynująca przygoda

Motel w pół drogi

Każdego roku dziesiątki tysięcy Polaków decydują się rozpocząć życie „na własny rachunek” i dołączyć do grona przedsiębiorców. Nie wszystkim się udaje, ale wielu odnosi sukces. Temat ten będzie również poruszany w najnowszym słuchowisku radiowym „Motel w pół drogi”, które być może określone zostanie wkrótce jako „Matysiakowie XXI wieku”. Odcinki emitowane będą przez 30 tygodni w każdą sobotę o godz. 11:35 od 18 listopada br. w Pierwszym Programie Polskiego Radia. Interesująca tematyka oraz doborowa obsada (m.in. Marian Opania, Krzysztof Kowalewski, Henryk Talar, Lucyna Malec i inni) – gwarantowana!

Miejscem akcji “Motelu w pół drogi” jest mały prywatny motel na przedmieściach niedużego powiatowego miasteczka gdzieś w północno wschodniej Polsce. Dwoje młodych ludzi postanawia założyć własną firmę – chcą prowadzić motel. Bohaterowie muszą pokonywać wiele przeszkód związanych z podjęciem własnej działalności i od podstaw poznawać zasady funkcjonowania systemu bankowego. Co nie jest zadaniem łatwym. Na drodze sukcesu stają większe lub mniejsze przeszkody. Naszym bohaterom towarzyszą oczywiście inne postacie, które w różnym stopniu przyczyniać się będą do stopniowego rozkręcania się motelowego biznesu.

W słuchowisku usłyszymy głosy między innymi: Mariana Opani – [Bolo], Krzysztofa Kowalewskiego – [Bonzo], Andrzeja Mastalerza – [Dyrektor], Marcina Przybylskiego – [Marcin], Elizy Borowskiej – [Monika], Elżbiety Kępińskiej – [Natalia], Izy Bukowskiej – [Kasia], Krzysztofa Gosztyły – [Profesor], Henryka Talara – [Małyszko], Lucyny Malec – [Lekarka], Andrzeja Ferenca – [Andrzej Wyrwa-Niewiadomski].

Zagadnienia ekonomii, choć ogromnie ważne w powodzeniu każdej firmy, to nie wszystko, co zaplanowali scenarzyści. „Motel w pół drogi” to przede wszystkim barwne perypetie bohaterów urozmaicane pełnymi niespodzianek zwrotami akcji i pojawiającymi się problemami niekoniecznie związanymi z ekonomią.

Posłuchaj odcinków słuchowiska na żywo – Program I Polskiego Radia, najbliższy odcinek w sobotę
27 stycznia 2007 r. godzina 11:35 lub zajrzyj na stronę słuchowiska “Motel w pół drogi” – tam też zamieszczane będą pliki dźwiękowe z odcinkami słuchowiska, przeprowadzane będą konkursy, realizowane sondy, publikowane opisy odcinków, porady i galerie zdjęć.
Barwne przygody bohaterów na pewno zainteresują wszystkich, szczególnie że losy bohaterów nie są oderwane od otaczającej nas rzeczywistości. Zachęcamy nie tylko do wysłuchania, ale również do zerknięcia na ciekawe materiały NBPortal.pl, wyjaśniające decyzje bohaterów.

Amerykańskie dane (II)

Amerykańskie dane (II)

Analitycy i inwestorzy na całym świecie z uwagą śledzą dane z amerykańskiej gospodarki. Informacje o kondycji amerykańskiej gospodarki i firm mają bardzo duży wpływ na sytuację na światowych rynkach finansowych i kapitałowych. Co warto wiedzieć o amerykańskich wskaźnikach? Jak, na przykładzie gospodarki amerykańskiej, rozumieć zmiany wskaźników wyliczanych przecież także dla innych gospodarek świata? cz. II

Dochody osobiste (Personal Income) – zakupy dóbr stanowią niespełna połowę wydatków Amerykanów. Większą część rozporządzalnych dochodów przeznaczają na nabywanie usług. Pełny obraz konsumpcji zawarty jest w comiesięcznym raporcie o dochodach osobistych publikowanym przez Departament Handlu. Zawiera on dane o osobistych wydatkach konsumpcyjnych, które podzielone są na trzy grupy: zakupy dóbr trwałego użytku, które przynajmniej teoretycznie mają służyć nabywcy przez co najmniej trzy lata, tych o krótszym okresie trwałości oraz właśnie usług. Zasadniczą część raportu stanowią jednak dane o dochodach osobistych. Głównym ich składnikiem są wynagrodzenia za pracę. Jednak obywatele Stanów Zjednoczonych, podobnie jak w innych krajach, czerpią dochody także z wielu innych źródeł. Wśród nich są renty, emerytury, zasiłki rządowe, odsetki od lokat i obligacji oraz dywidendy od przedsiębiorstw, których akcje posiadają. Przy okazji można także dowiedzieć się jaką część swoich wpływów Amerykanie przeznaczają na oszczędności.

Dane o dochodach są dobrą podstawą do prognoz na temat przyszłego popytu konsumpcyjnego, ale nie do końca. Do recesji dochodzi zwykle, gdy konsumenci ograniczają wydatki i dopiero potem następuje spadek dochodów osobistych. Koncentrując się wyłącznie na obserwacji tych danych można zatem przegapić moment, gdy konsumpcja zaczyna spadać. W lipcu dochody Amerykanów zwiększyły się o 0,1%, podczas gdy wydatki wzrosły o 0,8%. Obie pozycje zazwyczaj szły w górę także w poprzednich miesiącach, głównie dzięki ostatniej obniżce podatków oraz niskim stopom procentowym, umożliwiającym zaciąganie tanich kredytów.

Zatrudnienie w sektorze pozarolniczym (Nonfarm Payroll Employment) – szacunkowe dane o liczbie miejsc pracy w firmach działających poza rolnictwem oraz instytucjach rządowych w danym miesiącu. Publikowany przez Departament Pracy raport zawiera także wiele szczegółowych informacji takich jak średnia liczba godzin przepracowanych w tygodniu oraz średnie wynagrodzenie za godzinę i tydzień. Dane o zatrudnieniu dają podstawę do prognozowania kierunku w jakim zmierza amerykańska gospodarka. Wzrostowi gospodarczemu zwykle towarzyszy tworzenie nowych miejsc pracy. Ważne są także dane o czasie pracy: liczby godzin pracy, gdy gospodarka znajduje się w fazie ożywienia może być pierwszym sygnałem, że przedsiębiorstwa będą zwiększać zatrudnienie. Podobna sytuacja w fazie rozkwitu może oznaczać, że pracodawcy mają kłopoty ze znalezieniem nowych pracowników. Informacje o średnich zarobkach są z kolei przez specjalistów traktowane jako wskaźnik uprzedzający o możliwości pojawienia się potencjalnej inflacji. Podobnie jak ceny innych towarów lub usług płaca za pracę reaguje na każde nadmierne rozluźnienie polityki pieniężnej. Gwałtowny wzrost wynagrodzeń może zatem oznaczać, że na rynku jest zbyt wiele pieniędzy w stosunku do zasobów dostępnej pracy.

Np. w lipcu 2004 r. w amerykańskiej gospodarce poza rolnictwem przybyły 144 tysiące nowych miejsc pracy . Było to znacznie więcej niż w dwóch ostatnich miesiącach, gdy wzrost nie przekraczał 100 tysięcy. Jednak nadal znacznie mniej niż w kwietniu, gdy zatrudnienie wzrosło o ponad 300 tysięcy. Średni tydzień pracy przez cały okres wynosił niespełna 34 godziny dla wszystkich sektorów i około 41 godzin w przemyśle. Stawka godzinowa rosła mniej więcej równomiernie o 0,3%, co może sygnalizować stopniowe zwiększanie się popytu na pracę.